wtorek, 2 lutego 2016

S03 E09 And the Oscar goes to...

Nie, nie będzie to artykuł o amerykańskich nagrodach dla najlepszych filmów, ani nawet o tym, dlaczego Leonardo powinien kolejny raz obejść się smakiem. O Oskarach mówi cały świat i do momentu przyznania nagród przez Amerykańską Akademię Filmową pewnie usłyszymy o nich niejeden raz. Ale my, planszówkowcy, mamy swój światek. Swoje polskie, planszowe środowisko, swoich twórców itd. A skoro tak, to mamy też swoją nagrodę - Grę Roku. 
Nie będę tracił czasu na przedstawianie Wam szczegółowo historii tej nagrody. Wystarczy powiedzieć, że jest ona przyznawana od 10 lat przez organizatora, którym jest serwis Games Fanatic. I jak zazwyczaj bywa z takimi inicjatywami, mniej więcej co roku (po wręczeniu nagród) dochodzi do dyskusji na temat tego, jak nagroda powinna wyglądać i co należałoby w niej zmienić. 
Z reguły takie dyskusje są bardziej doniosłe niż ich skutki, ale to trochę jak z prototypami gier. Tylko jeden na kilka (kilkanaście) pomysłów ma szansę ukazać się drukiem. Tym razem jednak wszystko wskazuje na to, że może być trochę inaczej, a zmiany mogą być czymś więcej niż bardzo powolną ewolucją formuły tej nagrody (która zwyczajnie nie nadąża za rynkiem). 
W ostatnich "Rozmowach Znad Planszy" Kuba, Tycjan i Marcin nie tylko poruszyli ten temat, ale po pierwsze, zaproponowali bardzo konkretne rozwiązania (w które już włożyli sporo swojej pracy), a po drugie, zadeklarowali się, że są w stanie przeprowadzić całość zgodnie ze swoją wizją (przynajmniej przy najbliższej edycji). To samo w sobie już sporo więcej niż to, co z reguły dzieje się przy okazji takich dyskusji, bo zazwyczaj jest komu gadać, a nie ma komu robić. Na dodatek często wymiana poglądów na takie tematy sprowadza się do rzucania nieuporządkowanych pomysłów, które nie stanowią żadnej spójnej koncepcji. 
Poza tym, że teraz mamy spójną koncepcję i ludzi, którzy zdeklarowali chęć wprowadzenia jej w życie, to cała dyskusja ma miejsce w terminie najodpowiedniejszym do rozmawiania o poważnych zmianach. Nie tuż przed przyznaniem nagrody czy w gorączce związanej z oceną słuszności tego, komu ona w danym roku przypadła, ale na początku nowego roku, kiedy możliwe jest zastanowienie się jak to wszystko zorganizować przy najbliższej edycji. Już z wymienionych powodów uważam, że propozycja jest warta wysłuchania. Tym bardziej, że Kuba, Tycjan i Marcin nie są osobami w środowisku nieznanymi i ich triumwirat w jakimś działaniu jak dla mnie daje gwarancję poważnego podejścia do tematu. Zresztą przesłanką ku temu, że całość jest jak najbardziej na serio, było zaproszenie do dyskusji Artura Jedlińskiego, który uczestniczył w tworzeniu naszego, planszowego środowiska (w tym również nagrody Gra Roku) od samego początku. I mimo że w szczegółach Artur nie zawsze zgadzał się z prowadzącymi, to nie było wątpliwości, że również on widzi potrzebę zmian i dość gruntownego przebudowania obecnej formuły. Pod czym również ja jako gracz, wydawca i autor się podpisuję. 
Ale z racji, że nie należę do osób, które biernie słuchają nowych koncepcji, szczególnie jeśli ktoś  zaprasza do wyrażania swojej opinii w danym temacie, to i tutaj pozwolę sobie dorzucić kilka pomysłów od siebie. I wskazać miejsca gdzie we wcześniejszej propozycji widzę problemy, które należałoby jakoś rozwiązać.

Termin i miejsce

Cóż mogę powiedzieć - w tym wypadku w zasadzie zgadzam się z opinią prowadzących. Obecny termin jest dziwny i trochę bezsensowny. Tłumaczenie go koniecznością ogrania tytułów przez osoby, które wybierają Grę Roku, jest zupełnie nieuzasadnione. Tym bardziej, że liczy się tak naprawdę ostatni etap - czyli gry nominowane. Oczywistym jest, że należy dać ludziom trochę czasu na ogranie poszczególnych pozycji, ale długi termin wcale nie będzie działał mobilizująco. Ośmielę się nawet wysnuć teorię, że będzie miał odwrotny skutek. Albo po prostu (co jest może najbardziej prawdopodobne) nie będzie miał na liczbę ogranych tytułów wpływu najmniejszego. Bo to bardziej zależy od wybrania odpowiednich ludzi do kapituły. Nie znam obecnego rozkładu głosów, które oznaczają "nie znam - nie grałem", ale obstawiam, że jest on bardzo nierównomierny dla poszczególnych osób. A skoro ktoś daje radę ograć 90% tytułów, podczas gdy inny tylko 20%, to znak, że problem tkwi w niektórych ludziach, a nie w czasie. Dlatego w pełni zgadzam się z tym, że tytuł gry roku powinien być przyznawany w drugim kwartale roku, a nie w listopadzie, kiedy wszyscy i tak żyją nowościami z Essen. 
Co do miejsca - przekonania mam mniej. Nie uważam, że docelowo Pyrkon jest idealnym pomysłem, ale z drugiej strony, obecnie nie widzę lepszej opcji. Na pewno fajniej byłoby wręczać nagrody na imprezie stricte planszówkowej, takiej jak np. Planszówki na Narodowym, ale póki co w terminach (które moim zdaniem są istotniejsze od miejsca), o których pisałem, takiej imprezy nie ma. Zresztą wydaje się, że warto przynajmniej spróbować przyznać taką nagrodę na Pyrkonie - wtedy będzie wiadomo czy konwent fantastyczny jest odpowiednim miejscem.

Kategorie

To wbrew pozorom jest kwestia trochę wtórna, którą powinno się dość mocno przepracować. Na pewno zwiększenie liczby kategorii jest dobrym pomysłem. Dwie to zdecydowanie za mało i nie ma chyba powodu, żeby się tego trzymać. Tym bardziej, że gra jest dość skomplikowanym wytworem, który niełatwo oceniać jako całość. Zbyt wiele elementów może mieć wpływ na ocenę, żeby jedna czy dwie kategorie o ogólnym charakterze mogły załatwić sprawę. Jednocześnie nie do końca zgadzam się z kategoriami zaproponowanymi przez Kubę, Tycjana i Marcina - trochę brakuje mi w nich spójności. 
Zanim przejdzie się do ustalenia kategorii, trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: co ma być nagradzane? Czy mówimy o grze (na co wskazuje nazwa nagrody) czy jednak o działalności okołogrowej. Ten problem pojawia się w moim odczuciu np. w kategorii kampanii crowdfundingowej. No bo w żaden sposób jakość przeprowadzenia takiej kampanii nie mówi o tym, czy finalny produkt jest dobrą grą czy nie (chociażby przypadek Exploding Kittens). Kampania sama w sobie jest odrębnym tworem, wręcz odrębnym produktem, który tylko w jakiejś części zazębia się z grą. Można przeprowadzić świetną kampanię i wydać kiepską grę, jak i na odwrót. Dlatego uważam, że znacznie lepsze byłoby nagrodzenie najlepszego tytułu wydanego za pomocą crowdfundingu. I wtedy oczywiście kampania będzie jakąś częścią oceny (tak jak promocja jest częścią składową oceny każdej gry, czy tego chcemy czy nie) ale nie zdominuje samej kategorii. 
Zresztą problem, który opisałem na przykładzie tej konkretnej kategorii, dotyczy też kilku pozostałych i zależy od przyjętej filozofii. Czy kategorie powinny być zawsze związane z grą (gra otrzymuje nagrodę jako np. najlepsza gra polskiego autora), czy niezależne od niej (wtedy można przyznać nagrodę dla polskiego autora, dla kampanii crowdfundingowej itd.). Trzeba jednak pamiętać, że w tym drugim wypadku logo nagrody nie trafi na pudełko z grą - bo nagrodę przyznano za coś innego. Dlatego ja jestem za wersją numer jeden, wzorowaną na modelu Oskarów. Poniżej mój zestaw propozycji z opisem i odniesieniami o co mi chodzi. 
  1. Najlepsza gra familijna - tutaj w zasadzie nie ma o czym pisać. Gra familijna, którą w naszym środowisku określilibyśmy jako najlepszy gateway. Tutaj trafiałyby gry takie jak KolejkaSplendorCarcassone, czy ostatnio wydani Tajniacy. Wszystko co jest dobre dla ludzi, którzy nie grają w planszówki, a jednocześnie nie jest chińczykiem czy przedrukiem Monopolu. Czyli według tego co mawiał Einstein - gra tak prosta, jak się tylko da, ale broń Boże nie prostsza. 
  1. Najlepsza gra zaawansowana - też raczej jasna kategoria. Gra dla nas, czyli geeków. Dla ludzi, którzy przesiedzą nad planszą i 10 godzin, jeśli tylko tytuł jest tego wart. Tutaj w zasadzie wchodzą wszystkie gry, które nie mieszczą się w poprzedniej kategorii, a jednocześnie nie są grami dla dzieci. 
  1. Najlepsza gra dla dzieci – w zasadzie jedyną kwestią do doprecyzowania jest w wypadku tej kategorii przedział wiekowy i dookreślenie o jakim wieku dzieci mowa. 
  1. Najlepsza gra polskiego autora - po prostu. Wiem, że niektórym ta kategoria bardzo zgrzyta. Ale prawda jest taka, że w Polsce gry nadal wychodzą ze sporym opóźnieniem. A konkurowanie z klasyką, bo ktoś po 5 latach wydał Caylusa czy Puerto Rico, nie jest fajne. Na dodatek, to zawsze ciekawe wewnętrzne zestawienie, nawet jeśli zawsze będzie to powielanie którejś z pozostałych kategorii (chociaż razem z moim pomysłem na głosowanie nie powinno tak być). 
  1. Najlepsza gra tematyczna - gra, z której wylewa się klimat. Której mechanika jest pomyślana tak, aby go wspierać i wszystko się ze sobą pięknie zazębia na tej płaszczyźnie. W tym wypadku oceniamy też aspekt wizualny i wszystko, co klimat buduje w trakcie rozgrywki. 
  1. Najlepsza gra (mechanicznie) - tutaj dla odmiany oceniana byłaby tylko mechanika. Olewamy to, o czym jest gra. Olewamy to, jak została wydana. Jakby ktoś wydał TTA na papierze toaletowym, to nadal byłaby to jedna z najlepszych gier. Zresztą daleko nie szukając, Neuroshima Hex obroniła się przy pierwszej edycji, mimo że wydanie nie było najlepsze (porównując z ogólnoświatowymi standardami - polskie planszówki wyglądały wtedy inaczej). W takiej kategorii liczyłyby się również takie aspekty jak nowatorskie rozwiązania mechaniczne czy elegancja projektu.
  2. Najlepszy debiut - w zasadzie zgodnie z tym, co napisali Panowie z "Rozmów". Z tą różnicą, że konkurują ze sobą gry. I debiut oznacza albo grę nowego autora albo nowego wydawnictwa (a czasem obie te rzeczy naraz). Do zastanowienia jak porównywać to ze sobą.
  3. Najlepsza gra polskiego crowdfundingu - o tym pisałem więcej trochę wcześniej. Ważne, żeby gra w tym wszystkim była ważniejsza niż sama kampania. W końcu to na grę trafi nalepka i do jej zakupu/wypróbowania ma zachęcić. A kampanii człowiek w pudełku nie znajdzie...
  4. Najładniejsza gra (grafiki albo okładka) - tutaj aż mnie trochę zaskoczyło, że nikt takiej kategorii jeszcze nie zaproponował. Doceńmy w końcu grafików i ilustratorów, którzy sprawiają, że planszówki wyglądają tak, jak wyglądają. Tym bardziej, że mamy w Polsce się chwalić w tym zakresie. Dla mnie jedyna kwestia do ustalenia to czy byłaby oceniana całościowa oprawa graficzna (wtedy jest problem, bo często odpowiada za to kilka osób i to w różnym stopniu) czy wyłącznie okładka (wtedy jest łatwiej, bo mamy tam prawie zawsze tylko jedną osobę). 
I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o moje pomysły na kategorie. No może poza ostatnią - czyli Gra Roku Wybór Graczy (która jednocześnie byłaby czymś w rodzaju kategorii najbardziej ogólnej), ale o tym na samym końcu.

Sposób głosowania

To w moim odczuciu jest druga z bolączek i coś, co powoduje, że różnie z tymi nagrodami bywa. Niby mamy dwa (a nawet trzy) etapy, ale tak naprawdę różnica między nimi jest minimalna. Trochę jakby ktoś zatrzymał się wpół drogi i nie mógł się zdecydować czy nagrodę powinno przyznawać szerokie grono zaangażowanych graczy i recenzentów czy wąskie grono specjalistów. W moim odczuciu te dwie kwestie się nie wykluczają... 
Dwuetapowość głosowania jest super. I to, jak wygląda obecne głosowanie (głosują recenzenci), w którym wyłaniane są gry nominowane, właśnie w takiej formie bym pozostawił. Zgadzam się z uwagami Tycjana, Marcina i Kuby związanymi z poszerzeniem tego grona o jak największą liczbę aktywnych recenzentów (za aktywnego rozumiałbym kogoś, kto zrecenzował X gier wydanych w zeszłym roku), natomiast zupełnie przeformułowałbym głosowanie finałowe, czyli wybór zwycięzcy spośród nominowanych gier. Tutaj głos oddałbym wąskiemu gronu specjalistów - i to specjalistów różnych, w zależności od kategorii. 
Kto inny powinien oceniać gry dla dzieci, kto inny gry zaawansowane, a jeszcze kto inny grafiki w tychże. Każda kategoria powinna mieć swoją komisję (najlepiej wybraną w głosowaniu przez recenzentów, którzy głosują w pierwszym etapie) złożoną z ludzi mocno wyspecjalizowanych w danej dziedzinie. Nominowane gry pod względem graficznym powinni oceniać graficy (np. ci, którzy w danym roku nie zostali nominowani). Debiuty ktoś z branży (np. zestaw: media, autor, przedstawiciel wydawnictwa). Gry familijne popularyzatorzy, może sprzedawcy. Crowdfunding - najaktywniejsi wspierający związani z rynkiem planszówek, mechanikę - inni autorzy. Wtedy te oceny będą w moim odczuciu znacznie bardziej miarodajne. Wiem, że za moment ktoś może podnieść argument, że będzie kumoterstwo, bo wszyscy wszystkich znają. Tylko wiecie co? Teraz też wszyscy wszystkich znają. Pogódźmy się z tym i przestańmy szukać dziur w całym. 
Taka forma finalnego głosowania rozwiązuje kilka problemów. Po pierwsze, kwestię ogrania gier. W końcu ludzie będą musieli zagrać tylko w 5 tytułów i to w najgorszym wypadku (zakładając, że nie znają żadnej z nominowanych gier). Po drugie, mamy na koniec ocenę fachowców patrzących na grę pod konkretnym kątem, dodatkowo zawężoną przez grono recenzenckie, które będzie stanowiło pierwsze sito (a w przypadku niektórych kategorii również drugie). Po trzecie - i o tym nie pisałem, aby wartość tych głosów była jeszcze wyższa, każdy powinien krótko uzasadnić swój wybór przez uzupełnienie wartości punktowej opinią o danym tytule (która oczywiście później zostanie podana do wiadomości publicznej) pod względem ocenianego aspektu. 
To w zasadzie wszystko, jeśli chodzi o moje propozycje. W zasadzie, bo została jeszcze kwestia ostatnia, czyli plebiscytu graczy. Taki plebiscyt kiedyś był, ale po tym, jak przez bardzo skuteczną akcję marketingową jednego z wydawnictw decyzję podjęli gracze, którzy często znali tylko jeden tytuł, zrezygnowano z tej formy nagradzania. Moim zdaniem błędnie. Wyjściem z takiej sytuacji byłyby nominacje robione na dokładnie tych samych zasadach, co do pozostałych kategorii - przez szerokie grono recenzentów - a następnie zostawienie głosu wszystkim, którzy będą mieli ochotę go oddać. W takim wypadku środowisko graczy zagwarantuje sobie uniknięcie dziwnych w naszym odczuciu wyborów, a jednocześnie będziemy mieli bardzo fajną kategorię, która stanie się dopełnieniem pozostałych, będąc swoistym wyborem najpopularniejszej z najlepszych. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz